Kategorie: Wszystkie | Gran Derbi | Inne | Kompilacje | Kontuzje | Mecze | Multimedia | Transfery
RSS
środa, 25 stycznia 2012
Przegrać można, ale z honorem

Pepe

Nie będzie to typowy tekst jak kilka poniżej, aczkolwiek odnoszący się również do obecnych spraw związanych z Barceloną, przynajmniej po części. Ale do rzeczy.

Barca po raz kolejny górą w Gran Derbi. Według wielu najlepszy szkoleniowiec świata - Jose Mourinho, po prostu nie ma sposobu na tę Barcę. Bo ta Barca miażdży momentami miażdży całą ekipę Portugalczyka, mimo że jego zawodnicy kopią rywali ile sił w nogach. Niestety, po raz kolejny to na nic, a druga połowa idealnie podsumowuje spotkanie Realu - nic. Zero. Tyle właśnie pokazał w tym meczu Real Madryt, który był zdominowany przez Barcelonę. Dwie bramki to chyba najmniejszy wymiar kary. Przyznam szczerze, czekałem i domagałem się trzeciej bramki. 2:1 na Bernabeu w takim stylu samo w sobie jest upokorzeniem, ale 3:1 byłoby jeszcze czymś lepszym. Przynajmniej awans w kieszeni już by był. Ale mamy jeszcze rewanż - jeżeli Barca się skoncentruje i Pep przygotuje mentalnie zawodników do tego spotkania jak trzeba - nie mamy się o co martwić. Mówię to z całą odpowiedzialnością, uwierzcie. Fani, którzy byli w środę na Bernabeu wciąż mają w sobie wiarę, bo to w końcu kibice. Ale to nie są zwykli fani. To fani zapatrzeni i wciąż trochę jakby oszukiwani. Czasem nawet mi ich szkoda. Mają na ławce takiego człowieka, któremu bezgranicznie wierzą. Który robiąc kolejne show na konferencji sprawia, że oni nadal głupią wierzą. Liga Mistrzów czy potrójna korona - takie były zapewne oczekiwania wobec The Special One gdy ten przychodził do Madrytu w 2010 roku. Teraz mamy 2012, Mourinho nadal nie wygrał z grajkami w białych trykotach nic poza Pucharem Króla. Liga, Liga Mistrzów, czy mniej ważniejszy Superpuchar kraju? Potrójna korona w sezonie 2011/2012, jeżeli w pierwszym sezonie się nie udało? To wszystko to były tylko pragnienia madridistas, którzy wciąż głupio wierzą w Portugalczyka. Przegrywanie z honorem w Madrycie to też już przeszłość, i to właśnie przez Mourinho. Jak dla mnie, KIBICA BARCELONY, to jest po prostu hańbienie Realu Madryt i wielkości tego klubu. Klubu, który dziewięciokrotnie sięgał po Puchar Europy, a z liczbą zdobytych tytułów na podwórku krajowym nie dorównuje i jeszcze długo nie dorównywać mu będzie Barcelona. W przeszłości ten klub przegrywał z honorem, ale podchodzący z gratulacjami Casillas czy Raul po pamiętnym 6-2 to już przeszłość. Teraz nie podaje się tu ręki po ewidentnie przegranym meczu, po którym to nawet nie było na co zwalać - ani na sędziego, ani na murawę. Kiedyś przegrywało się z większą godnością, nie zwalano na sędziów, nie negowano ich pracy, a na pewno nie aż w takim stopniu, czy nie uciekało się do desperackich ruchów, by poskromić największego rywala, czytaj nie przycinanie trawy. Teraz to ma miejsce na porządku dziennym. I nikt z tym nic nie robi. Valdano w tym Klubie już nie ma. Ostatnia osoba, która odzywała się i czasem sprzeciwiała się poniekąd władzy Portugalczyka, została wyrzucona. Zasłużony piłkarz Realu, którego goli nawet nie chce mi się zliczyć, cmoknął Klub w dupę i odszedł do niemieckiego Schalke, mimo miłości do Klubu i wielu zapowiedzi zakończenia w nim kariery. Jeżeli ktoś mi powie, że ta sytuacja na linii Barcelona-Madryt lub ogólny wstręt do klubu ze stolicy zewsząd czy  fakt że powodem, przez który na piłkarzy Realu gwiżdże się na innych stadionach, nie jest Mourinho to się nie zgodzę. Portugalski szkoleniowiec przekroczył już pewną granicę. Wszedł z brudnymi buciorami do hiszpańskiego futbolu i tak po prostu go pobrudził, zniesławił. Gdy widzę niektóre wypowiedzi na forach klubów z mocarnej ligi, mówiące o tym że "nie chce mi się nawet już tego GD oglądać, bo mi zbrzydło" to winię przede wszystkim Mourinho i jego fioła na punkcie Barcelony. Pomijam Pepe, bo ten miał problemy z głową już przed Mourinho, ale to jak walczą ze sobą piłkarze, którzy wcześniej tak po prostu podchodzili do siebie po meczu i klepali się po ramieniu, to przechodzi ludzkie pojęcie. Dlaczego to wszystko dzieje się akurat za Mourinho? To nie jest przypadek. Coś z tym fantem należałoby zrobić. Ale czy tak się stanie? Czy ktoś mu się sprzeciwi, skoro trofea już tak blisko, bo na ławce jest jeden z najlepszych w historii piłki?

 

Nie każdy z fanów los Blancos jest jednak głupi. Wczoraj, gdy sektor najzagorzalszych fanatyków Realu skandował głośne „Jose Mourinho!” reszta po prostu gwizdała. Wygwizdano imię i nazwisko dwukrotnego zdobywcy Ligi Mistrzów… a, no i Pucharu Krola w zeszłym sezonie.

 

Jak nisko trzeba się upodlić żeby zdobyć jakiś tytuł? Ile milionów jeszcze trzeba wydać? Ile razy trzeba jeszcze trzeba kogoś skopać lub nastąpić komuś na rękę (bez kary – warto dodać), by powiększyć klubową gablotę o ten jeden pieprzony puchar? I zamknąć tym samym usta Barcelonie, na której punkcie ma się fioła, spowodowanego przez jedną osobę właściwie. Real Madryt w 2009 roku postanowił, że dobrym krokiem będzie wskrzeszenie ery Galacticos. „Galacticos vol. 2” – pisały hiszpańskie gazety. Real kupuje najlepszego piłkarza świata – Cristiano. Transfer staje się najdroższym w historii. Wydawane są kolejne miliony, a ekipa nad którą wisi presja wygrywania, powiększa się jeszcze o kilka wielomilionowych transferów. 240 mln wydanych, zmiana prezesa, trenera. Wynik na koniec sezonu – zero tytułów. Krajowy tytuł trafia do Barcelony. W Lidze Mistrzów Lyon pokonuje Real nigdzie indziej jak w 1/8. O Pucharze Króla chyba wspominać nie trzeba, napiszę tylko jedno słowo – Alcorcón. Tak wygląda rok ery Galacticos. W drugim roku przychodzi najlepszy trener świata, zresztą za niemałą sumę. I kilka wzmocnień. Di Maria, Ozil czy Khedira. 0:5 – Mou przywitany w lidze hiszpańskiej. Tak, tak, to pierwsze Clasico dla Jose. Kolejny sezon upokorzenia, mimo tak wielkiego zadłużenia (ale rym! Dług spowodowany w szczególności budowaniem drugiej ery Galacticos rzecz jasna)?  Tak to się wszystko zapowiadało. Zakończyło się trochę lepiej – Real wygrał Gran Derbi w finale Copa del Rey. Jedyne Derby zwyciężone przez klub z Madrytu w ciągu… 4 lat (licząc do dzisiaj). Kolejny sezon, kolejne starcie przegrane z Barcą – Superpuchar Hiszpanii. Tyle zdobywa tenże klub. Nie ścinanie trawy nie pomogło. Jedni zapisują błędy sędziów na karteczkach, a inni grają. Z powodzeniem. Nie mam pojęcia co stanie się po tym sezonie w Madrycie. Może przyjdzie huragan i siedziba przy Concha Espina zostanie zrównana z ziemią? A może islamscy Talibowie za swój cel postawią Madryt? Nie mam pojęcia. Wraz z nie zwyciężeniem ligi lub/i pucharu Ligi Mistrzów, to może być koniec Mourinho. Sam po prostu może w końcu odejdzie, dowiedziawszy się, że z Barceloną się nie wygra. Chyba że coś się ruszy, Real po 4 latach zwycięży ligę, a blask pucharu Champions League znów olśni kibiców los Merengues? Mało możliwe, bo Mou nie ma, przynajmniej na razie, sposobu na Barcę, a ta stoi na każdym kroku – w lidze, stanie prędzej czy później w Lidze Mistrzów, a teraz staje w Pucharze Króla, w którym Katalończycy są blisko wyeliminowania Królewskich. Tfu, Królewskich? Od dziś nie używam tego stwierdzenia, dopóki Mourinho nie znormalnieje/ nie opuści klubu lub Pepe nie wyzdrowieje. Jestem całym sercem za tym, by właśnie bez trofeów się skończyło, bo to zbliży tego człowieka do opuszczenia tak godziwego miejsca jakim jest ławka trenerska na stadionie Estadio Santiago Bernabeu. Piękno El Clasico powróci, Casillas pogratuluje zwycięstwa Messiemu, lub Puyol Ronaldo, jeżeli ten będzie jeszcze w Madrycie. Juande Ramos uznający wyższość nawet po skromnej porażce 0:2 w GD? Pellegrini gratulujący zwycięstwa Barcy w kolejnym starciu na linii Madryt-Barcelona, które nawet niekoniecznie jest przekonywujące? Nie, to przeszłość, Mou, zwany również Murarzem, nie umie wyksztusić z siebie „gratuluję” nawet po porażce 0:5, więc co się dziwić? Na co się łudzić? Że chłop pogratuluje po zwycięstwach 2:1, 3:1 czy po zwyciężeniu ligi? Że zrobi szpaler dla najlepszej drużyny Europy? Za co? Za to, że sędziowie jej pomagali? Gdyby nie oni Real przecież na pewno by awansował. To nic, że oddał w obu spotkaniach 4 celne strzały, a przykładowo w pierwszym spotkaniu miał 27% posiadania piłki. To Real zasłużył na awans, a Barcelona nic w tym dwu meczu nie pokazała. To UEFA. Albo UNICEF. Eh, już sam nie wiem. Mniejsza o to, tak czy siak, awans ten był bezpodstawny i odniesiony w sposób niegodziwy. „Gdybym był na miejscu Guardioli to wstydziłbym się tych dwóch Pucharów Europy” – powiedział po spotkaniu z Barcą w LM Mourinho. Przepraszam, że co? Ile razy sędziowie mylili się na korzyść Portugalczyka, pozwalając mu tym samym (oczywiście tylko po części, bo grzechem byłoby nie docenienie trenerskiego talentu Portugalczyka) wyjść na szerokie wody? Kto pomylił się na korzyść Mou w 1/8 Ligi Mistrzów w sezonie 2003/2004, dzięki czemu Porto awansowało dalej i wygrało to trofeum? Kto nie odgwizdał karnych dla Chelsea w 1/8 w 2009/2010, i m.in. dzięki temu to Inter Mourinho awansował dalej i potem wygrał LM? Do sędziów nie mam żadnych pretensji, bo my tego wszystkiego dowiadujemy się po powtórkach, oni są zdani na własne, ludzkie i mylne, oko. Zero powtórek. Tyle że po co dziabać jęzorem o czymś takim? Po co wygadywać głupstwa? Pep dzięki sędziom zdobył dwukrotnie LM? Arbitrzy mylili się w obu edycjach CL również gdy to Portugalczyk je zwyciężał. Poza tym, to nie jedyne błędy popełnione na korzyść Jose, każdego kiedyś dopadnie to szczęście i decyzja sędziów okaże się przychylna właśnie jemu. Nie znam trenera, który by tego szczęścia nie doznał.  Dlatego tym bardziej nie rozumiem Jose. Naprawdę doceniam to co osiągnął. Byłbym głupkiem gdybym tego nie widział. I życzę mu może nawet powodzenia. No dobra, nie życzę. Bo obojętne mi jest to, czy i co osiągnie w przyszłości Mourinho. Nie chcę tylko, by ten sukces został odniesiony w Hiszpanii. Tyle. Bo on jest za kontrowersyjny i za dużo głupstw robi. Większość trenerów w lidze (a kto wie, może nawet wszyscy, tylko nie Portugalczyk?) wypowiadają się z szacunkiem i wyznaczają sobie granice. Mou te granice łamie. Bo może ich po prostu nie ma? Dlatego mam dosyć jego desperackich ruchów i wypowiedzi. Dziś kolejne Gran Derbi. Rewanż ¼ Pucharu Króla. Jeżeli Jose wygra czysto, bez zagrywek, pogratuluję zwycięstwa wszystkim kibicom Realu, których na drugi dzień spotkam. Jeżeli Portugalczyk znów coś odwali, ale przy łucie szczęścia jego ekipie i tak uda się jednak awansować dalej, nie zrobię tego. A jeżeli to Barca wygra, a on i tak coś zrobi i nie uzna tej porażki za kolejną lekcję dla swojej drużyny, wyśmieję go i po raz kolejny utwierdzę się w przekonaniu, że Jose nie umie przegrywać z Barceloną. I koniec. To jest już chore. Barcelona to jedyne miejsce na mapie Europy, na którego punkcie Mourinnho ma takie schorzenie.

Podsumowując, chyba nie ma lepszej okazji, by sprawdzić jak na mój tekst zareaguje sam Jose (myślicie, że go nie przeczyta? Jesteście w błędzie). Już dzisiaj, o 22 na Camp Nou piekło. FC Barcelona – Real Madryt. Zdesperowany Real Madryt, przyjeżdżający z wielką nadzieją na to 2:0 czy inny wynik premiujący awansem. Będzie piekło. Pepe będzie na Camp Nou. Nie wiadomo jeszcze tylko, czy zasiądzie na ławce, czy od pierwszej minuty rozpocznie mecz na placu gry. Ja wam tylko mówię, że Portugalczyk rozpocznie jednak na ławce. Nawet zwierzę czasami ma jakieś obawy. Świniak na ruszcie już się smaży, całe estadi oczekuje portugalskiego obrońcy. Dlatego Mourinho nie desygnuje go do gry w pierwszym składzie, może i trochę również dla własnego dobra, aniżeli dobra zawodnika. Bo temu piłkarzowi wciąż jeszcze może odbić, przeprosiny dla Messiego niewiele zmieniają (swoją drogą – „to było niechcący” z miną baranka na YT? Nie wierzę w to. Jakby było niechcący to Pepe nagle zwróciłby wzrok do dołu, by zobaczyć, na co nastąpił), on może jeszcze coś wywinąć. A to po raz kolejny pogorszyłoby wizerunek tak zasłużonego klubu, a Mourinho nie chce zapewne do tego doprowadzić. Ja pragnę tylko ładne Clasico i wygranego przez Barcę. No i awans do półfinału Pucharu Króla – rozgrywek, w których Barcelona jest najbardziej utytułowanym klubem Hiszpanii. Czekam kolejny  raz jak na spektakl, jak na dobrze zakończoną bitwę, w której górą będzie zmysł taktyczny generała Guardioli. I że jego żołnierze dobrze wykonają powierzone im zadanie, i to my będziemy mogli po zasłużenie wygranym meczu powiedzieć „well done”, aniżeli Mourinho narzekający na sędziów. Visca el Barca!

EDIT 01:06: moje słowa poniekąd znalazły potwierdzenie - powiedziałem, że jeżeli Pep odpowiednio zmotywuje i przygotuje mentalnie do tego meczu piłkarzy, to nie będzie problemu. Chcący w końcu wygrać Real i chyba nie do końca dobrze zmotywowana i podchodząca do tego meczu Barca, miała problemy. I to duże. Ostatecznie awans udało się wyszarpać, aczkolwiek nie byłoby to możliwe gdyby nie pomoc... nie, nie sędziów, bo jak zwykle nie chcę o nich mówić, tylko... piłkarzy Realu Madryt. Zawiedli dziś skutecznością. Co nie zmieni faktu, że taki Real Madryt chcą oglądać kibice, walczący, z iskrą, z mocą. Było sporo rozmów z arbitrami i ironiczne oklaski pomeczowe, ale Madryt nawiązał walkę i prezentował się w tym meczu lepiej od Katalończyków. Tyle ode mnie, dobranoc. Awans, jakże trudno wywalczony, smakuje jeszcze lepiej! Visca!

21:02, fansbarca99
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 grudnia 2011
Po raz kolejny

Barca pokonuje Real

Real pogrążony. Po raz kolejny, w ligowym Gran Derbi, Królewscy nie zdobyli kompletu punktów. Barca z kolei przedłużyła passę bez porażki w tych arcyciekawych starciach, zwanych Derbami Europy. Ostatnim El Clasico, wygranym przez Real, jest Klasyk z... 2008 roku, kiedy to Madrytczycy pogrążyli Barcelonę, zwyciężając 4-1 i zapewniając sobie tym samym mistrzowski tytuł. Ale teraz mówimy o czymś innym. Teraz mówimy o hegemonii Barcy w Hiszpanii. O hegemonii katalońskiej machiny nad kastylijską. O tym, że wielkość tego zespołu po raz kolejny była widoczna w spotkaniach z odwiecznym rywalem. I z tego musimy być dumni. I jesteśmy.

Wszystko zaczęło się o godzinie 22. Tłumy, około 80 tysięcy osób, zasiadło na niebieskich krzesełkach, podniosło z dumą białe flagi i zaczęło wspierać ukochaną drużynę. I warto dodać, że przybycie tych 80 tysięcy zostało szybko wynagrodzone. W 21 sekundzie bramkę zdobył Karim Benzema. Barcelona zszokowana. Chyba wszyscy na stadionie, jaki i Ci którzy w tym czasie siedzieli wygodnie w domowych kanapach, z piwem i orzeszkami w dłoni, byli zupełnie zaskoczeni. Ja również. Przed meczem powiedziałem takie zdanie: ''Tylko dobrze zacząć meczyk, pierwsze 10-15 minut, i będzie dobrze". Pudło. Było odwrotnie. Victor Valdes katastrofalnie podał piłkę wprost do Angela Di Marii. Ten uderzył, piłka odbiła się od Busquetsa, Ozil uderza sprzed pola karnego, futbolówka znów odbija się od Sergio, trafia do Benzemy, a ten umieszcza ją w siatce. Uno a zero. Niestety. Barca nie otrząsnęła się szybko po tym golu. Xavi i spółka nie mogli przedrzeć futbolówki do linii ataku. Real był dobrze zorganizowany w drugiej linii i to uniemożliwiało swobodne dostarczanie piłki do Alexisa czy Fabsa. Przez to nie mieliśmy siły w napadzie. Z minuty na minucie aspekt ten ulegał jednak poprawie. Najpierw spróbował świetnie wchodzący w pole karne gospodarzy Messi. Potem, ten sam zawodnik, minął całą linię pomocy Realu, podał do Sancheza, a ten z chirurgiczną precyzją, strzałem po długim rogu, zaskoczył Casillasa i cały zespół vice-mistrza Hiszpanii. 1:1, Barca się budzi. Do końca pierwszej odsłony już wiele ciekawych rzeczy się nie działo, byłem dość zadowolony, bo gol przysłonił mi nieco naszą słabą grę, szczególnie przez pierwsze 25 minut. Na tyle zadowolony, by na chwilę odetchnąć, ba, wykonać nawet telefon niezwiązany zupełnie ze spotkaniem i porozmawiać przez chwilę o pierdołach.

Po 15 minutach jakże ciekawej rozmowy ze znajomą, wróciłem na kanapę i wraz z kumplem przystąpiliśmy do oglądania drugiej części meczu. I olśniło mnie, nas, i w ogóle wszystkich, którzy oglądali chyba to spotkanie. Barca zaczęła grać swoje. Barca zaczęła być sobą, powróciły momentami klepki, a Los Blancos mogli czasami tylko patrzeć, jak Katalończycy wymieniają między sobą podania. Te same podania, którymi tak brzydzą się fani Realu, kibice kochający szybki futbol i granie z kontry. Te właśnie znienawidzone podania Barcy, pozwalały jednak przedzierać się nieraz w pole karne Królewskich. Przykładowo w 53. minucie. Klepka, nie do końca udana, ale jednak, siejąca panikę w białych szeregach. I to spowodowało ofiarne wybicie wślizgiem Pepe, futbolówka trafiła do Xaviego. Katalończyk uderzył z woleja, piłka odbiła się jeszcze od Marcelo i... wpadła do bramki. Dwa do jednego, Real dość pechowo traci bramkę. Blaugrana kontynuuje swoją grę. Realowi jest coraz ciężej, a jego piłkarze czasami przypominali dyszące parowozy. Po prostu brakowało im momentami sił. Postawili już wszystko na jedną kartę, nie wszyscy nawet wracali. Były momenty, kiedy w defensywie było 3-4 obrońców. Nikt więcej. To obaliło "autobusową" taktykę Realu, bo teraz Madrytczycy chcieli grać ofensywnie, chcieli wygrać. Jednak przez to zginęli. W 66. minucie jedna z kontr Barcy, Messi wyprzedza Khedirę, podaje na prawą do Alvesa, Brazylijczyk kapitalnie dośrodkowuje na głowę Ceska i jest 3:1 dla FCB. Santiago Bernabeu uciszone. W tej sytuacji, w okolicach pola karnego, jak i w nim, było 5 graczy Realu, reszta była jeszcze z przodu, po akcji ofensywnej. Barca to wykorzystała, zdobywając bramkę w stylu Realu - z szybkiej kontry. Obawiałem się formacji 3-4-3 jak cholera. Madryt wyprowadza kontrę w 10 sekund i potrafi zakończyć ją bramką. Teraz jednak tak nie było, a właśnie to ustawienie, wprowadzone na ponad 20 minut przed końcem meczu, okazało się strzałem w dziesiątkę. Real nie wykorzystał tego, że Barcelona w obronie miała tylko trzech obrońców, nie widzieliśmy już skutecznych, szybkich kontr Los Merengues. To był kapitalny mecz, szczególnie w drugiej połowie. Różnie to by mogło się potoczyć gdyby nie gol samobójczy na 2-1. Ale to tylko gdybanie, a gdybaniem może zająć się Mourinho, nie my, bo my jesteśmy Barcą - zespołem przeznaczonym do grania w piłkę, nie do dyskusji.

Na plus można dodać atmosferę. Piłkarze, jak i trenerzy, zrozumieli już chyba, że Gran Derbi w ostatnim czasie przerodziło się w szopkę. I wczoraj to wszystko wyglądało ładnie, spokojnie i schludnie. Żadnych bójek, mało kartek i tylko piłka. Mou jak na niego przystało, nie pogratulował po meczu, ale skoro nie zrobił tego po Manicie, to miałby to zrobić po wyrównanym meczu? Szukał tylko przyczyny porażki w tym, że Barca wygrała dzięki szczęściu. Ale mnie już to nie dziwi, to rzecz normalna, nie zwracam na to uwagi, to jest wyjątkowy trener, ma swój sposób bycia i swoje zabawki. My mamy z kolei świetny zespół przeznaczony do wygrywania. I wczoraj właśnie tak było - zwyciężyliśmy, grając swoim, wpajanym piłkarzom od lat, stylem.

12:42, fansbarca99
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 czerwca 2011
O sprawach bierzących słów kilka

FC Barcelona z czwartym Pucharem Europy - chyba nie może być ważniejszej informacji, jeżeli chcemy odnieść się do ostatnich wydarzeń w katalońskim klubie. Barca w pięknym stylu ograła w finale Manchester United, ale o tym nie zamierzam się rozpisywać, bo chyba każdy zdaje sobie z tego sprawę. To był świetny sezon dla Katalończyków, a klubowa gablota wzbogaciła się o dwa, bezcenne trofea -  kolejne Mistrzostwo Hiszpanii oraz Puchar Ligi Mistrzów (a właściwie o trzy - był również Superpuchar Hiszpanii). Barcelona już trzeci raz z rzędu sięga po ten pierwszy tytuł, kontynuując tym samym hegemonię na terenie kraju z Półwyspu Iberyjskiego, której nie sprzeciwił się w tym sezonie nawet sam Mourinho. A Liga Mistrzów? Liga Mistrzów cieszy jeszcze bardziej. Tym bardziej, że Blaugrana w jej finale pokazała tak piękną piłkę. To wszystko dzięki określonej grupie ludzi. Dzięki świetnemu trenerowi. Dzięki świetnym lekarzom. Dzięki świetnemu całemu sztabowi szkoleniowemu. A przede wszystkim - dzięki tym wspaniałym piłkarzom z Xavim i Messim na czele. Jesteśmy świadkami najlepszych lat w historii naszego ukochanego klubu. Nie był to sezon perfekcyjny, ale dwa trofea mówią same za siebie. Styl również. Na początku był Superpuchar Hiszpanii. Potem była słynna La Manita. Następnie bój z Arsenalem w 1/8 Ligi Mistrzów. Później dwa mecze z Realem w spotkaniach półfinałowych, aż w końcu fenomenalny w wykonaniu Barcy finał z "Czerwonymi Diabłami". To wszystko składa się na to, że byliśmy świadkami kolejnego, obfitującego w trofea, sezonu Barcy. I z tego jesteśmy dumni. I za to dziękujemy wszystkim, którzy mieli wkład w te sukcesy. Powtórzę jednak raz jeszcze - to nie był perfekcyjny sezon. Barcelona nie wygrała przecież wszystkiego, co było możliwe - Katalończycy przegrali finał Pucharu Króla z Realem. Po słabej, bezbarwnej pierwszej połowie. Po świetnej, drugiej odsłonie spotkania. Zabrakło może szczęścia. Po prostu nie zawsze można wygrać, czasami ten drugi zespół może okazać się nieznacznie lepszy. Można zaspać w jednej z wielu akcji w meczu. I tak też było z Realem, gdy Barca na chwilę przystopowała, odetchnęła. Dwójka Marcelo-Di Maria rozpracowała naszą obronę, a dobrą wrzutkę wykorzystał Ronaldo. Nieco lepiej mógł również zachować się Pinto (?). O tym wszystkim zadecydowały sekundy, detale. Był także nienajlepszy mecz w 1/8 LM z Arsenalem na Emirates Stadium. Na szczęście... mieliśmy szczęście i spotkanie to nie wpłynęło na losy awansu, bo po bardzo dobrym, drugim meczu Barca awansowała do 1/4. Także, na pewno, nie był to sezon perfekcyjny i nad niektórymi aspektami katalońskie wojsko, będące pod wodzą generała Guardioli, musi jeszcze popracować. Ale nie umniejszam wielkości tej drużyny, bowiem inne ekipy tych aspektów do poprawy mają znacznie więcej. I to właśnie czyni Barcę tą najlepszą drużyną.

 

s

 

Czy produkt skończony trzeba ulepszać? Oczywiście, że tak. Między innymi dlatego, że nawet produkt skończony ma pewne wady. Mniejsze czy większe. I wady Barcy zostały obnażone przykładowo we wspomnianym wcześniej finale Pucharu Króla. W pierwszej połowie świetny pressing Realu spowodował to, że „Królewscy” mogli raz za razem przechwytywać piłkę i ruszać z atakiem, o których Barca w pierwszej odsłonie tego spotkania mogła pomarzyć. Nie było nikogo, kto mógłby się temu sprzeciwić. Owszem – były (tylko) momenty, w których piłkarze Guardioli mieli nieco więcej miejsca, ale nie było silnego środka, który jakimś zaskakującym rozegraniem mógł w jakiś sposób zaskoczyć graczy Realu. I według niektórych osób – to finał Copa del Rey ukazuje, że Barcelona nie ma nikogo, by zmienić będących w niezbyt dobrej dyspozycji Xaviego czy Iniestę. I tutaj pojawia się kwestia sprowadzenia kogoś na tę pozycję. Opcja jest jedna (?) – Cesc Fabregas. Władze katalońskiego klubu interesują się „Fabsem” od... lata 2009. A więc jest to trzecie z rzędu okienko transferowe, w którym włodarze Azulgrany starają się o naszego wychowanka. Arsenal jednak twardo trzyma się określonej sumy pieniędzy. Zeszłego lata była to kwota 50 milionów euro, tego roku Rossel i spółka muszą zapłacić za Cesca około 40 mln. Władze „The Gunners” nie zaakceptują żadnej innej oferty – w grę wchodzą tylko pieniądze. „Kanonierzy” odrzucili już ofertę Barcy opiewającą na ok. 35 mln + Thiago/Bojan. Wśród cules są i zwolennicy, i przeciwnicy tego transferu. Jeżeli Fabregas ostatecznie przyjdzie – będę zadowolony, ale jeżeli stałoby się inaczej, również nie miałbym nic przeciwko. A to między innymi z powodu dwóch, następujących argumentów. Po pierwsze – pieniądze. Tak jak już wspomniałem, Arsenal żąda 40 mln, a jak wszyscy wiemy – sytuacja finansowa klubu nie jest zbyt dobra. Dług brutto wynosi obecnie około 480 mln, także wszelkie wielkie wydatki nie są raczej wskazane. Na transfery, Rossel zamierza poświęcić 45 mln, także gdyby 40 z nich „poszłoby” na Fabregasa, nie stać byłoby nas na żadnego innego, wartościowego zawodnika, a w innym razie, w klubie, zostałoby jeszcze 15 mln na innego zawodnika, lub po prostu pieniądze te pozostałyby w klubowej kasie, by załatać nieco dziurę budżetową. A propos tych trzech nazwisk (Fabregas, Rossi, Sanchez) – nie wiem, dlaczego Barcelona rzekomo interesuje się tymi trzema graczami na raz, skoro na transfery mamy jedyne 45 mln, więc stać nas tylko na jednego z nich. I gdybym miał wybierać, to najbardziej chciałbym Rossiego, a nie Sancheza, czy właśnie Fabregasa. Świetny drybler, dodatkowo obeznany w lidze hiszpańskiej. Drugim argumentem przeciw transferowi naszego wychowanka, który obecnie przywdziewa koszulkę w barwach Arsenalu, jest... Thiago. Niewątpliwy talent. Będą z niego ludzie, mówiąc kolokwialnie. Już w niektórych meczach la Liga widzieliśmy próbkę jego umiejętności. Niesamowita kontrola nad piłką. Ten piłkarz ma wielkie umiejętności i szanse na równie wielką karierę. Według mnie on naprawdę może pomóc Barcy w nadchodzącym sezonie. Ale Barca również musi mu pomóc. A mówiąc ściślej – Guardiola. Dając mu określony czas w każdym meczu. Thiago to perła, ma, tak jak już wspomniałem – świetną kontrolę nad futbolówką, ale potrafi także bardzo dobrze przerzucić piłkę na drugą stronę, czy z łatwością przedryblować rywala. Jest fenomenalnie wyszkolony technicznie. Wracając do Fabregasa – jest to niewątpliwie świetny zawodnik. Jednak na jego pozycję Barcelona ma już Xaviego. Generała. Kreatora gry. A za niego mamy już, tak jak wspomniałem, młodego Thiago. Więc rodzi się pytanie – czy na pewno opłaca się wydać 40 mln za zawodnika, który przez większość czasu będzie tylko zmiennikiem dla Xaviego, którego pozycja w drużynie jest niepodważalna? Co innego byłoby w przypadku Rossiego/Sancheza, który mógłby wygryźć ze składu Pedro. Zupełnie inaczej jest jeśli chodzi o Xaviego, którego, nie oszukujmy się, nie byłby w stanie zastąpić nawet Fabregas. Hiszpan robiłby to tylko w momentach mało znaczących czy w czasie zmęczenia Generała. Ale i tak musielibyśmy zapłacić za niego 40 mln, bo ACF nie będzie patrzył na to, jaką rolę będzie odgrywał u nas. Podsumowując, lepiej kupić za jakieś 30 mln napastnika, który grałby częściej, niż za 40 Cesca. Moje zdanie może byłoby nieco inne, gdybyśmy mieli nieco więcej pieniędzy na transfery (ok. 70 mln). I w takiej sytuacji byłoby nas stać i na napastnika (Rossi/Sanchez), i na pomocnika (Fabregas).

 

Jak już zapewne zdążyliście zauważyć – nie jest to tytułowych „słów kilka”. W związku z tym, chciałbym odnieść się jeszcze do wojny, jaką mogliśmy (a właściwie musieliśmy) oglądać pomiędzy Barceloną, a Realem. Brutalne wejścia, aktorstwo czy inne chamskie, niezgodne z duchem gry fair-play, zagrania. Te wszystkie czynniki złożyły się na to, że w ostatnim czasie relacje na linii Barcelona-Madryt uległy zmianie. Na gorsze. Niestety.

s

 

Cała seria pod nazwą „cztery Gran Derbi” rozpoczęła się 16 kwietnia na Santiago Bernabeu. Tam, w porównaniu z przyszłymi klasykami, tych negatywnych emocji czy kontrowersji nie było aż tak dużo. Były dwa karne, jeden, w mniemaniu niektórych kibiców Barcy, wątpliwy, drugi, na Villi, oczywisty. Był sfrustrowany Messi, kopiący piłkę w stronę madridistas. Był też, zresztą jak zwykle, zniesmaczony Mourinho, narzekający na to, że zawsze musi grać z Barceloną w dziesiątkę, że Alves nie zgarnął za faul na Marcelo drugiej żółtej kartki i na parę innych rzeczy. Następnie spięcie w tunelu. Wg hiszpańskich mediów, doszło do sprzeczki pomiędzy kilkoma graczami „Królewskich”, a Gerardem Pique. Katalończyk miał rzekomo wykrzyczeć w stronę rywali „8 punktów, 8 punktów! Mamy już ligę, teraz zamierzamy wygrać Puchar waszego króla!”. Z kolei Portugalczyk Pepe miał odpowiedzieć defensorowi Blaugrany opluwając go. Oczywiście są to informacje niepotwierdzone, doniesione przez dzienniki El Mundo Deportivo oraz przez madrycką Markę. Kilka dni później „Dumie Katalonii” i Realowi przyszło mierzyć się w finale Pucharu Króla. Po dzień dzisiejszy cules „czepiają się” brutalnej gry podopiecznych Mourinho w tym meczu. Trudno się nie zgodzić – było podeptanie przez Albiola Davida Villi czy niezbyt czyste wejścia Pepe i Alosno na Messim, za które kibice Azulgrany domagali się żółtych, a nawet czerwonych kartek. W spotkaniu tym do czynienia mieliśmy również z aktorstwem Javiera Mascherano, który padł jak rażony gromem po tym, jak Adebayor dotknął go w okolice twarzy. Do dziś madridistas wypominają Argentyńczykowi tamtą sytuację, mówiąc, iż to tylko próbka możliwości aktorskich umiejętności piłkarzy Barcelony. Nie inne zdanie ma sam C. Ronaldo, który stwierdził, że „Masche” nauczył się tego wszystkiego w stolicy Katalonii. Tydzień później przyszedł czas na pierwszy półfinał Ligi Mistrzów. Tam, tych kontrowersji, było jeszcze więcej. Najpierw był teatr Pedro. Później faul Pepe na Alvesu, za który Portugalczyk wyleciał z boiska. Wg madryckich kibiców, to czerwona kartka dla Portugalczyka spowodowała klęskę Realu w tamtym spotkaniu. Po wyrzuceniu z placu gry pomocnika „Królewskich” przyszedł czas na symulowanie Busquetsa czy wejście Adebayora zaakcentowane uderzeniem w twarz „Busiego”. Po meczu, oliwy do ognia dolał jeszcze nikt inny jak Mourinho. Konferencja prasowa, tradycyjnie, przerodziła się w przedstawienie. Szkoleniowiec „Los Merengues” miał pretensje do sędziów i UEFY, doszukując się spisku, którego głównym celem była pomoc Barcelonie. „Mou” winy doszukiwał się nawet w UNICEFIE. Portugalczyk zapomniał jednak o tym, by zwrócić uwagę na to, co działo się na boisku, na którym i do czerwonej kartki, i po niej, Real nic szczególnego nie pokazywał. Z kolei Barca przeważała, częściej miała piłkę i okazje na bramki (czyt. sytuacje Xaviego i Villi z pierwszej połowy). Czas na rewanż przyszedł sześć dni później, na Camp Nou. Znowu mieliśmy do czynienia z przewagą Barcy, ale, ostatecznie, skończyło się na 1:1. W tym spotkaniu również nie obeszło się bez kontrowersji. Madryckie media z Asem i Marką na czele miały pretensje o to, że arbiter tamtego pojedynku nie uznał bramki Higuaina. Cała akcja rozpoczęła się w środkowej strefie boiska. Piłkę dostał Ronaldo. Rozpędził się i wpadając na Pique przewrócił się. W między czasie zdołał jednak oddać piłkę do Higuaina, za którym jednak nie mógł dalej pobiec Mascherano, który przewrócił się po tym, jak wpadł na niego Ronaldo. Madryckie gazety miały pretensje o to, że Argentyńczyk po raz kolejny symulował. Jednak tak, czy siak, przed nieuznanym golem Higuaina, były dwa przewinienia, więc, wg mnie, gol nie powinien zostać uznany. Niestety, po meczu, nie mogliśmy już usłyszeć Mourinho, bowiem Portugalczyk nie pojawił się na tym meczu. Na ławce rezerwowych, za niego, pojawił się trener-asystent – Aitor Karanka. I w ten oto sposób, zakończył się maraton czterech spotkań pomiędzy Barceloną, a Realem. Mieliśmy w nim do czynienia z wieloma kontrowersyjnymi sytuacjami, z brutalną piłką oraz z aktorstwem. Gdy wszystko zmierzało ku lepszemu, kilka dni temu, prezydent „Dumy Kataloni” – Sandro Rossel postanowił powrócić do pojedynków Barca-Real. „Przekroczono wszelkie bariery, a dobre imię naszego klubu ucierpiało. To wszystko między innymi z winy Mourinho” – powiedział „El Presidente” katalońskiego klubu. Sternik Realu – Florentino Perez, nie pozostał dłużny i również wydał oświadczenie, odpowiadając prezesowi Barcelony. Władze „Królewskich” wypominają Blaugranie, że to ona rozpoczęła „proces sądzenia”, wysyłając do UEFY skargę na Mou. Włodarze naszego odwiecznego rywala zapomniały jednak, z jakiego powodu skarga ta została napisana. Zapomniały o tym, czego dopuścił się portugalski szkoleniowiec. Zapomniały o tym, jakie słowa padły z ust ich trenera. Ale nie chciałbym już do tego wszystkiego powracać. Niech to zostanie w tyle, a stosunki na linii Barcelona-Madryt powoli zmierzają ku lepszemu. Następne Gran Derbi już w sierpniu. Zostaną rozegrane w ramach Superpucharu Hiszpanii. Mam nadzieję, że w tym czasie, nie będzie już żadnej wymiany zdań pomiędzy prezesami dwóch gigantów. Mam także nadzieję, że Mourinho nadal będzie milczał, jak to robi dotychczas. Relacje Barcy z Realem pogorszyły się już wystarczająco, teraz trzeba je odnowić. Najlepsza okazja ku temu będzie dzień przed Superpucharem Hiszpanii, kiedy to, mam nadzieję, Rossel i Perez udadzą się na wspólną kolację i znów zobaczymy ich we wspólnym, serdecznym uścisku, jak na poniższym zdjęciu.

 

 s

 

Tuż przed meczem, również będzie okazja, by nieco polepszyć stosunki obu zespołów. Wedle dobrego, hiszpańskiego zwyczaju, piłkarze Realu powinni wykonać szpaler, gratulując Barcelonie zwycięstwa w Lidze Mistrzów. Jednak czy tak się stanie, po tylu spięciach, oskarżeniach? O tym przekonamy się wieczorem, 15 sierpnia na Santiago Bernabeu. To będzie coś niesamowitego. Około 80 tysięcy ludzi wrogo nastawionych będzie musiało oglądać, jak ich ulubieńcy gratulują odwiecznemu rywalowi. Czy faktycznie będziemy świadkiem takiej sytuacji? Zobaczymy za ponad półtora miesiąca. Mam nadzieję, że tak. I to nie tylko, że będę miał, po prostu, czystą frajdę na to patrząc. Również dlatego, że to, być może, polepszy nieco relacje między dwoma zwaśnionymi drużynami. Tak na marginesie, chciałbym pogratulować Realowi Madryt zdobycia Pucharu Króla, bo chyba nie miałem jeszcze okazji. Szczerze gratulacje, taka jest piłka – można przeważać, ale w futbolu liczą się bramki. Kto zdobędzie ich więcej – wygrywa. Gratuluję.

 

Nie martwcie się, już kończę. Jeszcze tylko parę słów o nadchodzącym sezonie. Chyba nie będzie w przyszłości lepszej, bardziej emocjonującej okazji do rozpoczęcia sezonu, niż dwa mecze z odwiecznym wrogiem. Będzie to pierwsza okazja na trofeum w 2011/2012. Już tydzień po rewanżowym meczu na Camp Nou, będziemy świadkami kolejnej walki o Superpuchar, tym razem Europy. Barca zmierzy się z FC Porto, które zostało zwycięzcą ostatniej edycji Ligi Europy. Pozostaje mieć nadzieję, że ekipa Guardioli rozpocznie sezon równie dobrze, jak rozpoczęła 2009/2010, na początku którego Messi i spółka zgarnęła dwa, wyżej wymienione trofea, najpierw pokonując Athletic Bilbao, a potem Szachtar Donieck.



14:55, fansbarca99 , Gran Derbi
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 grudnia 2010
Jaki powinien być kibic Barçy?

Fani

Jaki powinien być prawdziwy kibic FC Barcelony? To pytanie zapewne błąka się po głowach niektórych z Nas i zastanawiamy się, co zrobić, by być nim w jeszcze większym wymiarze czy wiedzieć o naszej ukochanej drużynie jeszcze więcej, niż dotychczas. W tym tekście zajmę się właśnie tą sprawą, która, jak przypuszczam, "męczy" zaczynających swoją przygodę z Barçą.

 

Fanem może czuć się każdy - nie ważne, od jakiego czasu jest związany z katalońską ekipą, czy przy telewizorze/komputerze czeka co weekend na kolejne spotkanie od kilkunastu lat w koszulce Rivaldo, a może od roku, już w trykocie Messiego... Nie ważne, czy był na jej obiekcie czy może nie (wiele osób w internecie, najczęściej wykłócając się o to, kto jest większym kibicem, zadaje pytanie temu drugiemu: "A byłeś chociaż na Camp Nou?", które, tak naprawdę, prowadzi do nikąd, a żaden kibic, który nie miał przyjemności być na tym pięknym stadionie nie może nie czuć Culé). I nie ważne jest także to, czy ktoś kibicować FCB zaczął wraz z przyjściem do niej jego ulubionego piłkarza, np. Henry'ego lub Alvesa czy może urodził się z wytuatułowanym herbem... Liczy się to, czy "zerwie" z Barçą za rok czy dwa, kiedy nasza ukochana drużyna zniknie ze światowej czołówki, czy może jednak przetrwa trudne chwile, by po pewnym czasie znów rozkoszować się sukcesami. Ja, osobiście, te trudne momenty musiałem już przeżyć i muszę przyznać, iż dwa sezony - 2006/07 oraz 2007/08 były niezbyt miłe; Żadnego trofeum, żadnej wygranej nad odwiecznym rywalem - Realem Madryt, dodatkowo upokorzenie, jakim niewątpliwie było 1:4 i szpaler na Estadio Santiago Bernabeu... Ale wierzyłem do końca, nigdy nie miałem chwil zwątpienia, w których rozmyślałbym o opuszczeniu Barçy. I to jest właśnie piękne - kibicowska wierność własnej drużynie, sporządźmy sobie taki rachunek sumienia - czy byliśmy wierni, także - a właściwie przede wszystkim - w najtrudniejszych momentach dla klubu.

 

Fani

 

Jeżeli jesteśmy prawdziwymi Culés, zachowujmy się, jak na fanów Barcelony przystało, czy to w konwersacji z naszymi znajomymi czy może w rozmowie internetowej, w której, niestety, co raz częściej można zauważyć nieodpowiednie zachowanie kibiców, a potocznie mówiąc - po prostu chamstwo internetowe, wynikające przede wszystkim z braku szacunku do osoby mającej inne poglądy, w tym przypadku sportowe. I w tym momencie chciałbym napisać kilka zdań dotyczących właśnie szacunku. Co to właściwie jest? Jest to rodzaj stosunku do drugiego człowieka, w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Liczenie się z jego poglądami, opiniami. Przeciwieństwem szacunku jest w świecie sportowym (a szczególnie w środowisku kibicowskim) typowe dla wielu osób nie poszanowanie drugiego człowieka mającego inne zdanie, najczęściej objawiające się wyzwiskami. Ale czy takie zachowanie powinno być odzwierdziedleniem prawdziwego fana Barçy? Na pewno nie. "Więcej niż klub" musi mieć także więcej niż zwykłych kibiców, odróżniających się od fanów innych ekip, którzy coraz częściej nie tolerują ludzi mających inne poglądy sportowe, co objawia się, jak już wcześniej wspomniałem, celowo wszczynanymi sprzeczkami, a co za tym idzie - wyzwiskami.

 

Fani

 

Mówiąc o ideale fana Barcelony, chciałbym poruszyć także kwestię naszego stosunku do kibiców zaczynających dopiero przygodę z FCB lub po prostu mało wiedzących o ekipie z Katalonii. Sam muszę przyznać, że mam w moim otoczeniu pewnego znajomego, który, jak mi się wydawało, od dłuższego czasu jest Culé, ale dopiero teraz poznaje wszystkie "tajniki" bycia prawdziwym fanem Azulgrany czy dopiero teraz zaczyna poznawać znaczenie najważniejszych terminów ze słowniczka kibica "Dumy Katalonii" typu "La Masia" czy "Mes que un club". Dla tych, którzy większy czas są związani już z tym klubem to nie żadna nowość, ale dla początkujących - jak widać - owszem. Do czego dążę? A do tego, by być cierpliwym dla początkujących i nawet, gdy ta druga osoba już Cię irytuje, dać jej jakąś radę, czy - jak w moim przypadku - zrobić temu drugiemu przysługę i przetłumaczyć jakieś określenie, bez którego znania nie obędzie się żaden Culé. Tak więc szanujmy również "swoich" i, jeśli oczywiście możemy, róbmy wszystko, by ta druga osoba mogła stać się lepszym fanem, bo coś przecież nas łączy - miłość do tej samej drużyny, a im więcej prawdziwych kibiców Barça będzie miała, tym, rzecz jasna, lepiej.

Fani

 

Czemu co chwile te zdjęcia kibiców FCB? Dlatego, by dobitnie ukazać, jak wygląda dzisiejszy fan Blaugrany. Jest uśmiechnięty, posiadający bardzo wiele powodów do radości. Do czego znowu dążę? Do tego, byśmy docenili to, że jesteśmy Culés, bo to na prawdę piękna rzecz. Nasz klub święci jedne z najlepszych, o ile nie najlepsze, lata swojej historii i posiada, wg mnie, jeszcze lepszą drużynę niż "Dream Team" Johanna Cruyffa. W przeciągu kilku lat byliśmy świadkami wielu wspaniałych chwil, w które można wliczyć np. wygraną Ligi Mistrzów w 2006 roku, potem ten sam sukces tyle że w 2009, wchodzący w skład sześciu trofeów w ciągu roku, czy 5 zwycięstw z rzędu nad Realem, a dwa z nich to słynne 6:2 i 5:0. Tak więc cieszmy się z bycia fanami "Dumy Katalonii", brońmy jej honoru i bądźmy z nią w najtrudniejszych chwilach, które, mam nadzieję, przyjdą dopiero za jakiś czas, bo teraz są te najlepsze.

Visca el Barça i Visca tots els Culés!

23:09, fansbarca99 , Inne
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 grudnia 2010
Nowe kompilacje!

Mam do zaprezentowania dwie, nowe kompilacje, które związane są oczywiście z FC Barceloną. Jedna z nich przedstawia jej byłego zawodnika - Ronaldinho Gaucho (za czasów jego gry w Blaugranie), w której znajdziecie jego najlepsze bramki, akcje, tricki i inne niekonwencjonalne zagrania. Tytyuł filmiku to: "Ronaldinho - Best moments in FCB", co oznacza oczywiście "Ronaldinho - Najlepsze chwile w FCB". Zapraszam do oglądania.

 

Druga z nich zaś, jest typową kompilacją dla fana Barcelony, ponieważ prezentuje dobre, jak i złe chwile tego zespołu z ostatnich sezonów (z tego także ;)). Została wykonana już ponad miesiąc temu, jednak zapomniałem wtedy zamieścic jej na łamach blogu. Spory udział w tej "produkcji" ma muzyka, która nadaje całej kompilacji klimat. Jej tytuł to "FC Barcelona - Més que un club" (pl. "FC Barcelona - Więcej niż klub").

 

Oba filmy wykonane są przeze mnie. Mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu.

17:25, fansbarca99 , Kompilacje
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 listopada 2010
Barcelona gromi w Gran Derbi!

,

FC Barcelona rozgromiła madrycki Real w Gran Derbi Europa, aż 5:0! Na listę strzelców wpisywali się: Xavi, Pedro, Villa (x2) oraz Jeffren. Był to wielki mecz Katalończyków, a 3 punkty w tym meczu zdobyli jak najbardziej zasłużenie, deklasując odwiecznego rywala. Nie mam zamiaru rozpisywac się nieskończenie o tym, co działo się na placu gry, akcja po akcji, bo chyba każdy, kto jest fanem futbolu wie, co wydarzyło się wczorajszego dnia na Camp Nou.

 

Strzelanie, w 9. minucie, rozpoczął Xavi. Mocne, górne podanie od Iniesty, piłkarz z Terrassy w dziwny sposób przyjmuje piłkę i posyła ją nad Ikerem Casillasem. Drugi gol padł już 9 minut później, a jego autorem był Pedro. Dobrą akcję na lewej stronie przeprowadził David Villa, zwodząc Sergio Ramosa dośrodkował, golkiper gości "wypluł" futbolówkę, do której dopadł po chwili Pedro, bez problemów umieszczając futbolówkę w siatce. Do końca pierwszej odsłony świadkami bramek już nie byliśmy.

 

W drugiej połowie, a mianowicie w 54. minucie w wyśmienitej sytuacji znalazł się Villa. Hiszpan bez większych utrudnień ją także wykorzystał, podwyższając wynik na 3:0. "Królewscy" (czy ten przydomek im jeszcze pasuje?) byli na kolanach, nie mogąc skonstruowac żadnych, zagrażających bramce Victora Valdesa, ataków. Niespełna kilka minut później, El Guaje zdobył 4. gola. Reprezentant "La Furia Roja" dostał fenomenalne podanie od Leo Messiego, które po prostu musiał wykorzystac. Tak też się stało i Blaugrana prowadziła już 4:0. Na ostatnie kilka minut na boisku pojawił się młody Jeffren. To wejście wychowanek La Masia zapamięta na długo. Niedługo po wejściu na plac gry, wykorzystał bowiem dobre zagranie Bojana Krkica ustalając wynik na 5:0. Euforia na Camp Nou w Barcelonie, niespełna 100 tysięcy ludzi było w istnym szale. "Duma Katalonii" zdeklasowała Real, będąc lepszą ekipą, praktycznie, w każdym aspekcie, od defensywy, po atak.

 

Jeśli chodzi o pojedynek Leo Messiego z Cristiano Ronaldo, już ze względu na wynik powinniśmy wkazac na Argentyńczyka, ale to nie jest jedyny fakt, który za nim przemawia. Lionel zagrał bardzo dobre spotkanie także pod względem indywidualnym. Miał wiele udanych dryblinów i raz po raz zagrażał obronie wczorajszego rywala Blaugrany. Messi zaliczył także dwie, ważne asysty, a ta przy bramce na 4:0 była po prostu majstersztykiem - długie, prostopadłe, a przede wszystkim celne podanie. Reprezentant Argentyny był również bliski zdobycia gola, ale futbolówka po jego sprytnym strzale z 6. minuty trafiła w słupek. Z kolei Portugalczyk na placy gry niczym szczególnym sie nie wyróżnił. W pierwszej połowie kilka razy dryblował, chociaż cała drużyna "Los Merengues" nie miała z tego większego pożytku. W 13. minucie popiasł się też naprawdę dobrym podaniem do Karima Benzemy, które zostało jednak w osatniej chwili przecięcie przez Erica Abidala. Podsumuwując, lepsze spotkanie zagrał oczywiście Messi.

 

Są to niewątpliwie cenne 3 pkt. dla FCB, która dotychczas znajdowała się na 2. miejscu, jednak po tym zwycięstwie wyprzedziła Real, nad którym ma teraz 2 "oczka" przewagi. Był to naprawdę piękny mecz Barҫy, która tworzy teraz wspaniałą historię. Jestem dumny z bycie Culé, a ten mecz potwierdza, kto na dzień dzisiejszy jest lepszym zespołem.

17:30, fansbarca99 , Gran Derbi
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 listopada 2010
Bitwę gigantów czas zacząć!

,

 

"Choque de colosos" (pol. starcie gigantów) - tak brzmi tytuł artykułu, jaki możemy znaleźć w jednej z hiszpański gazet sportowych przez zbliżającym się wielkimi krokami Gran Derbi. FC Barcelona na własnym obiekcie podejmie liderujący Real Madryt. Spotkanie rozegrane zostanie w poniedziałek, 29 listopada o godz. 21. El Clásico, bo tak nazwywany jest ten mecz w Hiszpanii, to wielka bitwa pomiędzy tymi dwoma drużynami, której świadkami jesteśmy tylko dwa razy w sezonie. To między innymi dlatego kibice obu ekip z takim zniecierpliwieniem czekają na ten pojedynek. A więc zajmijmy się małą analizą tego jakże wielkiego meczu, który jest wyczekiwany także przez fanów innych, europejskich zespołów.

 

Na dzień dzisiejszy liderem la Liga są "Królewscy", którzy mają jedno oczko więcej od gospodarzy tego klasyku. Oba zespoły są w bardzo dobrej formie, co zwiększa zainteresowanie spotkaniem. W ostatnich dwóch meczach Barcy, byliśmy świadkami absolutnej dominacji podopiecznych Pepa Guardioli. W pierwszym z nich, rozgrywanym w ramach Primera Divsión, "Duma Katalonii" zdemolowała na wyjeździe Almeríę aż 8:0. Na listę strzelców wpisali się: Bojan Krkic (x2), Leo Messi (x3), Pedro Rodríguez, Andres Iniesta i Santiago Acasiete (samobój). To był istny koszmar dla graczy z Estadio de los Juegos Mediterráneos. Barça wygrała ten pojedynek w świetnym stylu, deklasując rywala. Z kolei w ostatnim meczu Blaugrana bez większych problemów ograła w Lidze Mistrzów Panathinaikos Atney, 3:0. Gole strzelali: Pedro (x2) oraz Messi. W przeciągu meczu, faktycznie to FCB miała całkowitą przewagę i kontrolę nad tym, co się dzieje na placy gry. To kolejna przesłanka o tym, że Katalończycy znajdują się teraz w świetnej formie. Nie inaczej jest w Realu, który po przyjściu José Mourinho bardzo dobrze radzi sobie w krajowej lidze, jak i w Champions League. W obu rozgrywakach "Los Merengues" nie przegrali ani jednego spotkania. W ostatnich dwóch pojedynkach, Real rozprawił się z Athletikiem Bilbao, aż 5:1, zaś w LM bardzo pewnie wygrał z Ajaxem Amsterdam, 4:0. Szczególnie drugi mecz jest dowodem na to, że zespół ze stolicy Hiszpanii jest w świetnej formie i potrafi bez zarzutów spisywac się także przeciwko europejskiemu rywalowi, grając przy tym na wyjeździe. Zapewne w szeregach Barcelony stachu nie ma, ale należy przyznac, że "Los Blancos" w tym sezonie spisują się naprawdę dobrze. To wszystko między innymi dzięki zmianie trenera na Mou, który nie potrzebował wiele czasu na to, by zacząc bez większych problemów ogrywac kolejnych rywali.

 

Ostatnie El Clásico zakończyło się wygraną Barcelony, 2:0. Mecz ten rozgrywany był na Estadio Santiago Bernabeu, a więc piłkarze ze stolicy Katalonii mieli nieco utrudnione zadanie. "Królewscy" chcieli także zrewanżowac się za porażkę z Camp Nou, kiedy to polegli 1:0 po golu Zlatana Ibrahimovica. Nic z tego. "Duma Katalonii" była tamtego dnia lepszym zespołem i zasłużenie wygrała to spotkanie. Jednak to już jest przeszłość. Niedaleka, aczkolwiek przeszłość. Teraz to będzie inne spotkanie. W innym fragmencie sezonu. Z innymi piłkarzami po obu stronach. Z nowym trenerem. To będzie po prostu bitwa, której fan futbolu przegapić nie może, jeśli lubi oglądać piłkę nożną w najlepszym wydaniu.

 

Dodatkowego "smaczku" listopadowemu Gran Derbi dodaje to, iż szkoleniowcem "Los Blancos" jest José Mourinho, niewątpliwie świetny trener. Warto dodać, że Portugalczyk jest w Barcelonie Wrogiem Publicznym nr. 1., głównie dzięki temu, iż lubi wypowiadać kontrowersyjne słowa. Jednak nie zapominajmy również o ostatniej edycji Ligi Mistrzów, w której to Mou ze swoją byłą drużyną - Interem Mediolan, wygrał z Barҫą, "przechodząc" tym samym do wielkiego finału na Santiago Bernabeu. Fani katalońskiej drużyny zapewne jeszcze pamiętają tamten dwumecz i pragną rewanżu. Więc zwycięstwo nad Realem, dla "Dumy Katalonii", nie byłoby zwykłą wygrąną, a czymś więcej.

 

Po drugiej stronie, w Madrycie, kibice chcą w końcu ujrzeć swoich pupili cieszących się ze zwycięstwa z odwiecznym rywalem, którego ostatnio poknali wiosną 2008 roku (niechlubne dla Culés 4:1 i szpaler). Tak więc w obu ekipach wiczoczna będzie motywacja. Spotkanie to będzie także indywidualnym pojedynkiem pomiędzy Lionelem Messim, a Cristiano Ronaldo. Od kilku sezonów fani na całym świecie spierają się o to, kto z nich jest najlepszy na świecie. Z jendej strony niesamowity balans ciałem, dobra gra na małej przestrzeni czy przyśpieszenie, z drugiej świetny drybling, szybkość, dobre strzały z dystansu (a szczególnie z rzutów wolnych) i siła. Tę rywaliazcję także możemy zaliczyć do pojedynku gigantów, będącą oczywiście kompletnie drugorzędną sprawą. Przede wszystkim liczy się rywalizacja między dwoma zespołami, tutaj chodzi o prestiż, o istną bitwę, o to, kto tak naprawdę rządzi Hiszpanią dziś, ponieważ to, że to "Blaugrana" była mistrzem w zeszłym sezonie wiemy, ale to już przeszłość. Real jest inną drużyną. "Los Merengues" rosną w siłę i są większym zagrożeniem dla Barҫy niż w ostatnim El Clásico. Ale co tu dużo mówić, tę bitwę po prostu trzeba zobaczyć, wtedy rozwiążą się nasze wszystkie pytania jej dotyczące.

Tagi: Gran Derbi
22:15, fansbarca99 , Gran Derbi
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Przyszedł Rossel, Ibra poszedł

,

"- Kurde, Leo, zaraz mu chyba przywalę! - E, chłopaki, spokój tam!"

Zlatan Ibrahimovic, po roku spędzonym w FC Barcelonie, został wypożyczony na rok do A.C Milanu. Włosi po roku będą mieli możliwośc, i zapewne z tego skorzystają, kupna Szweda za kwotę 24 mln euro. W tym tekście zajmę się właśnie tym transferem, napiszę co o nim sądzę i jakie są moje odczucia wobec zarządu klubu i samego trenera - Pepa Guardioli.

 

Rok Zlatana

Szwedzki zawodnik spędził w stolicy Katalonii rok. Został sprowadzony przez Joana Laportę i spółkę z Interu Mediolan, za 40 mln euro + Samuela Eto'o. Swojego pierwszego gola strzelił już w ligowym debiucie przeciwko Sportingowi Gijón (http://www.youtube.com/watch?v=KsWQ2YqNb4A). Na kolejne bramki "Ibrycadabry" w la Liga długo czekac nie musieliśmy. Zlatan strzelał w 4 kolejnych spotkaniach po jednej bramce. Następnie zdobył swojego debiutanckiego gola Lidze Mistrzów przeciwko Rubinowi Kazań. W następnych dwóch meczach Szwed nieco przystopował, ale w 8. kolejce nadrobił to, strzelając dwa gole z Saragossą (należy nadmienic, że jedna z nich była wyjątkowej urody - Ibra trafił z ok. 30m z rzutu wolnego http://www.youtube.com/watch?v=xFyWbL5uXy8). Kolejne trafienie Ibrahimovicia fani Barcy zapamiętają na długo - było to bowiem trafienie w meczu z Realem Madryt, które zapewniło "Dumie Katalonii" 3 pkt w tym jakże ważnym meczu z odwiecznym rywalem (http://www.youtube.com/watch?v=YHA0xplG4JY). Następne bramki Ibra strzelił w 3 meczach "pod rząd". Wyróżniłbym gole przeciwko Xerez i Espanyolowi (pierwsza - http://www.youtube.com/watch?v=PbxoTJLXD5c&feature=related - zdobyta była po bardzo ładnym lobie, druga także przedniej urody, a przede wszystkim zapewniająca zwycięstwo w Derbach Katalonii - http://www.youtube.com/watch?v=dCT63osqBeM&feature=related). Po wielu trafieniach, przyszła czas na gorszą formę Szweda, co jest normalne u każdego gracza na tym wielkim świecie (tak, u Messiego czy Ronaldo też). Ibrze udało się strzelic dopiero z Saragossą (http://www.youtube.com/watch?v=rmGG8sQgceE), ale po naprawdę słabym meczu i wielu niewykorzystanych okazjach (Zlatan powinien tamtego wieczoru ustrzelic hat-tricka). Następnymi bramkami były gole z Osasuną i Mallorką. Swoją grę szwedzki snajper znacznie poprawił w pucharowym meczu z Arsenalem na Emirates Stadium, gdzie zdobył dwie piękne bramki (http://www.youtube.com/watch?v=LI95Jkwv51Y i http://www.youtube.com/watch?v=YpBlXPPT6lg). Potem dwa gole w lidze i kontuzja, która wykluczyła go z gry w rewanżu z "Kanonierami" oraz z kwietniowego Gran Derbi. W końcówce sezonu "Ibracadabra" nie świecił już tak formą, ale udało mu się strzelic jeszcze bramkę z Xerez (http://www.youtube.com/watch?v=twWB_d40T88). Jak się później okazało, było to ostatnie trafienie Ibrahimovicia na Camp Nou w trykocie Barcelony.

Oczywiście nie wymieniłem tutaj dokładnie wszystkich goli Szweda w barwach "Blaugrana". Ibra trafił jeszcze m.in. z Sevillą w Pucharze Króla czy przeciwko tej samej ekipie w Superpcharze Hiszpanii. W wielu spotkaniach też nie tylko strzelał, ale i dobrze współpracował z klubowymi kolegami czego owocem była spora ilośc asyst.

 

Przyszedł Rossel, Ibra poszedł

Jak wiemy, transferu Zlatana Ibrahimovicia do Barcelony dokonał Joan Laporta i jego zarząd. Już na początku pojawiły się krytyczne głosy pod adresem byłego prezeydenta Dumy Katalonii. "Oddał bramkostrzelnego Eto'o i dołożył jeszcze 40 mln!", "na tym transferze bardziej skorzysta Inter, niż Barca". Wielu krytyków zmieniło zapewne zdanie, gdy zobaczyli, jak Ibra już na początku sezonu rozsztrzelał się w trykocie katalońskiego klubu. Szwed nie miał równego roku w Barcelonie i w rundzie wiosennej przyszedł czas na gorsze momenty Zlatana. Fakt ten nie oznacza jednak, że Ibra miał zły sezon w stolicy Katalonii, jak sądzą media. 21 bramek i 10 asyst to, mimo wszystko, dobry rezultat. Szczególnie, że to był pierwszy (i jak się później okazało ostatni) sezon szwedzkiego piłkarza, co trzeba również zrozumiec, bo nie każdy bezproblemowo i szybko potrafi zaaklimatyzowac się w nowym kraju, mieście i klubie. Więc krytyczne głosy pod adresem "Ibrycadry" są wg mnie nie na miejscu.

W czerwu agent Ibrahimovicia mówił, że jego klient nie ma zamiaru odchodzic z Barcy. "Czemu miałby odejśc? I on nie chce opuszczac Katalonii, i klub również nie chce się go pozbywac." Potwierdził to również ówczesny prezydent Laporta. Sprawy, po opuszczeniu klubu przez Joana, uległy jednak zmianie. Na stanowisko prezydenta Barcelony został wybrany Sandro Rossel. Mino Raiola - przedstawiciel interesów Ibry, wypowiedział się w mediach, że kilka klubów jest zainteresowanych usługami jego klienta. Do Barcelony przyjechali przestawiciele AC Milanu, m.in. Adriano Galliani by negocjowac z władzami katalońskiego klubu oraz panem Raiolą. Po kilku dniach rozmów, oficjele Rossonerich porozumieli się w sprawie transferu z Rosselem i spółką. Do potwierdzenia transakcji pozostała więc tylko zgoda Ibrahimovicia. 28 sierpnia Szwed zjawił się wieczorem w klubowych budynkach, by rozwiązac kontrakt. Tym samym wszystko było już jasne - Ibra przenosi się do Mediolanu. Będzie to roczne wypożyczenie, a po sezonie Milan będzie miał opcję wykupienia "Ibrycadabry" za... 24 mln euro. Jest to naprawdę mała kwota, jak na świetnego gracza, który przecież zna już Serie A, bo występował wcześniej w Juventusie Turyn i Interze Mediolan. Za rządów Joana Laporty zapewne do takiego transferu by nie doszło, bo wątpię by były prezydent pozwolił na transfer Szweda za 24 mln. Stąd tytuł tego felietonu. Wielka szkoda, że pan Rossel przystał na takie warunki przejścia Zlatana do stolicy Lombardii.

piątek, 07 maja 2010
Kontrowersje w dwumeczu z Interem

"Tak niewiele brakowało..." - wielu cules zapewne mówiło po dwumeczu z Interem. Mi samemu chodzą do dnia dzisiejszego takie myśli po głowie. Sięgam myślami i wspomnieniami do dwumeczu z Interem i widzę... sędziów, dzięki którym, w pewnym sensie, Włosi znaleźli się w wielkim finale w Madrycie. W tym tekście zajmę się pracą arbitrów w obu pojedynkach, a właściwie ich błędami popełnionymi na niekorzyśc Barcy.

 

Giuseppe Meazza

Na Giuseppe Meazza można było dopatrzec się dwóch spornych sytuacji. Pierwsza z nich miała miejsce w 61 minucie meczu. Szybka akcja Interu, dośrodkowanie, Snejider zagrywa główką do Milito, a ten bez problemów pokonuje bramkarza gości - Victora Valdesa. Jednak, w momencie podania tego pierwszego, był widoczny spalony. Widoczny niestety tylko na powtórkach, a nie gołym okiem dla sędziego...

Spalony!!

Na tym zdjęciu wyraźnie widac, że Diego Milito był w momencie podania na pozycji spalonej. Chciałbym zauważyc bardzo nieprofesjonalne zachowanie sędziego bocznego, który na poziomie półfinału LM nie stoi w lini z ostatnim obrońcą...

Drugą, bardzo sporną sytuacją zaś, była sytuacja z 83. minuty, kiedy Snejider, wg mnie, faulował Daniego Alvesa w polu karnym gospodarzy, ale arbiter rzutu karnego nie odgwizdał. Tutaj przytaczam dwa ujęcia mojego autorstwa, które wyjaśniają nieco to zdarzenie.

Karny!!

Karny na Alvesie 2

Alves pod wpływem kopnięcia Snejidera w jego nogę, przewrócił się w polu karnym.

Camp Nou

Jeśli chodzi o meczu na Camp Nou, sędzia również w dwóch przypadkach nie podjął właściwych decyzji. Pierwsza z nich jest z 10 minuty. Leo Messi dośrodkowywał z rzutu wolnego. W polu karnym, doszło do przepychanek między Ibrahimoviciem, a Lucio. Drugi z nich szarpał Szweda, co spowodowało, że Zlatan przewrócił się i miał porwany trykot.

Ibra - karny

Widac wyraźnie, że Lucio "targa" Ibrę za ręce lub plecy (zdjęcie nie jest aż tak dokładne, by dokładnie wskazac za co Brazylijczyk łapał Zlatana).

Karny na Zlatanie

Na tym ujęciu widac, jak Ibrahimovic pod wpływem przepychanki upada na ziemię, jednak arbiter nie zauważył tego.

I ostatnia sporna sytuacja: rzekoma ręka Yaya Toure przy nieuznanej bramce Bojana.ręka?!

Toure miał swoją rękę przy ciele, po czym piłka odbiła się od jego brzucha.


Sędziowie w dużej mierze przyczynili się do awansu Interu. Była też kontrowersyjna sytuacja ze spalonym Milito z pierwszego meczu. Gdyby sędzia nie gwizdnął wtedy spalonego, gracz klubu z Mediolanu znalazłby się na pozycji "sam na sam" z Valdesem. Jednak to tylko jedna sytuacja, a w przpadku Barcy było ich aż 4. Gdyby arbitrzy meczów półfinałowych pomiędzy Barcą, a Interem, podjęliby chocby jedną dobrą decyzję, np. jeśli chodzi o bramkę Milito ze spalonego czy uznali gola Bojana, to Barcelona byłaby w finale. Pozostaje wielki żal, że Katalończyków nie zobaczymy już w tej edycji LM 09/10, jednak piłkarze nie mają już czasu myślec o półfinale z Meidolańczykami. Teraz muszą się zając dwoma ostatnimi spotkaniami w La Liga. Pierwsze już jutro, w sobotę, o godz. 21 z Sevillą. Nie pozostaje nic innego, jak wziąc jutro szalik Barcy czy inne atrybuty kibcowskie z nią związane, zasiąśc przed telewizorem lub monitorem i miec wielką nadzieję na 3. pkt. przeciwko Sevilli.

21:08, fansbarca99 , Mecze
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 maja 2010
Wysokie zwycięstwo z Villarreal

Bar-Vill

FC Barcelona bardzo pewnie pokonała Villarrel - 4:1. Gole zdobywali: Messi (x2), Xavi, Bojan oraz Llorente. To wysokie zwycięstwo dobrze świadczy o naszej drużynie - Barca potrafiła się podnieśc po odpadnięciu z Ligi Mistrzów.

 

Pierwszy gol wpadł w 18 minucie. Dobre podanie Xaviego do Messiego i Argentyńczyk dopełnił tylko formalności strzałem po rykoszecie. Drugie trafienie do fenomenalny strzał tego pierwszego z rzutu wolnego. Trzecia bramka również była nieprzeciętnej urody. Bojan świetnie, na "gazie" ograł jednego z defensorów gospodarzy i skierował piłkę do siatki. Potem, niedawno wpuszczony na boisko Llorente, od razu dał się we znaki. Piłkarz znalazł się w bardzo dobrej sytuacji podbramkowej, której po prostu nie mógł nie wykrzystac. Barcelona jednak szybko "obudziła" się po stracie gola. Pewne zwycięstwo przypieczętował w 88. minucie Leo Messi.

 

Teraz musimy czekac na odpowiedź Realu Madryt, który zmierzy się dziś, na własnym obiekcie, z Osasuną Pampluną.

18:08, fansbarca99 , Mecze
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4